Niedostatek

Niska wola przetrwania kojarzy się z ogólnym brakiem woli, zarówno wtedy, gdy trzeba się zaktywizować do wykonania jakiejś czynności, jak i powstrzymać swą negatywną aktywność, kiedy na przykład ma się ochotę na pofolgowaniu nałogowi lub dać ujście złym emocjom.

Zagrożenia woli przetrwania zostały przedstawione tutaj — nie prześlizgnijcie się jedynie po nich wzrokiem, ale przeanalizujcie skrupulatnie, to da poczucie wzrastającej mocy (zwłaszcza, kiedy uznacie, że tekst dużo niżej Was nie dotyczy).

Dobra diagnoza jest dobra dla każdego.
Zła diagnoza daje mądrym ludziom przynajmniej tę ulgę,
że odtąd chociaż wiedzą, że trzeba szukać dalej…

W swojej książce „Survival po polsku” z 2017 roku, w tomie zatytułowanym „Ścieżki” na stronie 48 wymieniłem jeden z czynników (pochodzącym ze świata zewnętrznego), który znacząco podwyższa poziom naszej woli przetrwania. To sytuacja odpowiedzialnej opieki nad kimś słabszym.

Wszystko ukryte jest w naszym nastawieniu. Użyte przeze mnie sformułowanie „odpowiedzialnej opieki” oznacza, że przejęliśmy na siebie misję, z której zawsze będziemy się przed sobą rozliczać. Opieka oznacza naszą koncentrację nad zapewnieniem bezpieczeństwa komuś innemu, ale aby to było skuteczne, sami musimy być bezpieczni. Zatem wychodzi na to, że nasze własne bezpieczeństwo jest tu warunkiem sine qua non. Zwróćcie uwagę, że taka sytuacja musi nas budować.

Czym, lub jaką, staje się zatem nasza wola przetrwania, nasza moc sprawcza, kiedy przydanana nam misja staje się fikcją — jest nieodpowiedzialna lub ustaje zupełnie?

Znamy sytuację ludzi, którzy mając za zadanie opiekę nad dzieckiem, albo nad zwierzęciem, staje się nagle jego oprawcą. Wydaje nam się, że to są urodzeni okrutnicy. Tymczasem można przyjąć, że ich osobista wola przetrwania jest tak słaba, że nie są w stanie się nią dzielić. Czynnikiem wyzwalającym potrafi być nieutulony płacz dziecka, zaś „opiekun”, czujący swoją bezsilność, uruchamia proces mający doprowadzić do pożądanego stanu. Robi to w panice, w sposób prymitywny, bestialski… To sposób na odepchnięcie problemu, pozbycie się go. Dlatego kładzie się silną dłoń na buzi płaczącego dziecka. A ono po chwili nagle przestaje oddychać. Nie mam tu na myśli typowych znęcaczy.

Jakoś dziwnie zjawisko to kojarzy mi się z wydarzeniami w Polsce. Jest maj 2018.