Myśli ważne?

Po co to wszystko robię…

Legendarny redaktor Programu III Polskiego Radia, Jan Weber, w audycji z 1978 roku przedstawił swoje zawodowe credo, któremu pozostał wierny do końca życia (1992):

Mnie nie zależy mi na osobistym sukcesie. Jeżeli mam mieć coś dla siebie, to po to, żeby uzyskać pewien autorytet, dzięki któremu dotrę jeszcze głębiej i jeszcze szerzej, jeżeli tak można powiedzieć. Jeżeli taksówkarz, z którym jadę, powie mi, że słucha mojej audycji, będzie to dla mnie większa satysfakcja, niż jeżeli powie mi to mój kolega, muzyk, profesjonalista czy muzykolog, dlatego że on się może obejść bez tego, co ja mam mu do powiedzenia. Natomiast ja staram się mówić do ludzi, którzy na co dzień nie obcują z muzyką. Staram się ich zachęcić, staram się ich jakoś chwycić, zatrzymać przy głośniku, żeby dzięki temu, co im powiem, chcieli później posłuchać muzyki.

 


100Wszystko, co staram się zrobić w swoim życiu (poza tym, co już zrobiłem zawodowo), to pokazać ludziom, ile wspaniałości mieści się w uprawianiu survivalu. Można to odkryć jednak nie idąc najpowszechniejszą drogą, czyli skupiając się jedynie na paru sztuczkach i umiejętnościach. Wiedza survivalowa jest potężna i zarazem odkrywalna. Dla każdego!

Moje kolejne wydania książki „Survival po polsku” nigdy nie miały być typowym podręcznikiem. Z kolei wszystkie typowe podręczniki, które trafiają w ręce polskich czytelników, nigdy nie stały się życiowymi przewodnikami dla tych, co próbują znaleźć samych siebie. Ich jedynym ratunkiem może być włączenie się do survivalowego mainstreamu, by mieć poczucie „jestem dobry, bo robię to samo, co inni i to nieźle mi wychodzi”. To jedynie wtłoczenie się w masę. To rodzaj oportunizmu wynikającego z poczucia własnej niemocy. W ten sposób nie idzie się własną drogą, ale kroczy wraz z innymi, a może raczej  za innymi — tą wydeptaną.

Moje przesłanie jest podobne do przesłania Jana Webera, którego cykliczne audycje „Reminiscencje muzyczne” pozwoliły mi pokochać i zrozumieć nie tylko muzykę poważną, ale jej rozmaite jej interpretacje.

Moi niektórzy wychowankowie z ośrodka wychowawczego oraz „moje survivalowe dzieci” posiadają otrzymane ode mnie empetrójkowe nagrania „Wariacji Goldbergowskich” Johanna Sebastiana Bacha w kilku wykonaniach. Zaraziłem ich nie tylko taką muzyką, ale pokazałem, że istnieją różne interpretacje, a każda z nich akceptowalna i mogąca porwać słuchacza. Teraz potrafią za tym podążać. O to samo chodzi w odkrywaniu survivalu…

Jak zacząć?

IMG_0347Nie ma innego wyjścia — musisz poczuć taką potrzebę. Potrzebę zaczęcia od sensownego potrzebowania. Chodzi o dążenie do rozumienia siebie, świata i innych ludzi. Wtedy dopiero pojmiesz, czego Ci potrzeba. Odłóż na razie na bok opowiastki o końcach świata, o inwazji kosmitów, najazdu imigrantów, albo rozprze-strzenieniu się zarazy zmieniającej przyjaznych ludzi w zombie. Jeśli to w ogóle kiedyś przyjdzie, to chyba raczej i tak sobie nie poradzisz, bo to już będzie zjawisko nie z tego świata. Bo naj-większym nieszczęściem będzie wtedy nie trud przetrwania, ale ciągłe drżenie o własne życie. Lęk przed śmiercią — to największa katorga… CZY WIESZ jak wspaniałą rzeczą jest — nie bać się śmierci *), i stwierdzić, że to, czego tak się obawiałeś, nie jest tym, czym niby miało być? I że i tak wszelkie przemiany należą do praw Natury? I że Ty to wreszcie pojąłeś…? (ale bez durnego demonstrowania tego wszystkim głupkom, co na to rozdziawią gęby, a potem postawią Ci piwo)?

Tchórz wiele razy umiera, nim umrze;
Człowiek waleczny kona tylko raz.
Ze wszystkich dziwów o jakich słyszałem
Najbardziej zawsze zdumiewał mnie jeden:
Że ludzie boją się śmierci, choć wiedzą,
Iż nadejść musi i prędzej czy później
Nadejdzie.

William Shakespeare, „Juliusz Cezar”
przekład S. Barańczak — akt II, scena 2

Znalazłem, coś jeszcze:
Tym co jest
ty się syć,
zawsze gorzej
może być…

Starsi Panowie – Divertimento makabryczne

*) Brak obawy przed śmiercią nie oznacza automatycznego spania na beczce prochu z zapalonym lontem w dłoni...

Nic nie wiem o survivalu…

I nie musisz jeszcze, bo po pewnym czasie, po trochu sporo przez Ciebie będzie zrozumiałe. Tak było przecież ze wszystkim, co poznawałeś…

Survival to sztuka doprowadzania do tego, żeby w życiu nie czuć się bezradnym. Niektórzy Ci wmówią, że chodzi o chodzenie do lasu i siedzenie tam parę dni w każdych warunkach, by naprawdę odpocząć od durnego życia. To nie tak. Ich wariant to tylko lekki survivalowy trening — też pożyteczny i zdrowy — oczywiście jeśli nie przychodzisz tam, by z dala od swoich bliskich pochlać sobie z kolegami. Z kolegami od alkoholowego chlania zwykle jest tak, że kiedy pojawią się kłopoty, nagle zostaniesz sam i będziesz się czuć BARDZO bezradny.

Jak dzielnie odpoczywać?

Odpoczynek, inaczej — regeneracja. To niezwykle ważny moment naszego życia. Ludzie stale odpoczywający są też nieustannie zmęczeni, bo odpoczywanie bardzo męczy, jeśli nie jest w opozycji do poprzedzającego go działania. Co to znaczy? Każda sytuacja trwająca zbyt długo — jest męcząca. Dlatego należy zmieniać ją na zdecydowania odmienną. To podstawowa reguła. Nie należy jednak całkowicie wyzbywać się sytuacji prawdziwie korzystnych dla nas. Stąd, po krótkim odpoczynku, należy do nich wracać.

Dzielny odpoczynek na pewno nie jest odpoczynkiem biernym: drzemką, opalaniem się na plaży, serwowaniem sobie bogatych w wewnątrzgłowowe szumy — trunków i innych używek. Zwłaszcza jak to trwa dłużej niż… za długo. Zupełnie co innego przeżywamy, gdy uznajemy, że podejmujemy wysiłek dla zmiany uwarunkowań dotychczasowych. Bez względu na to, jak zawile to brzmi — zaczynamy robić zupełnie co innego, niż dotychczas. A to oznacza, że czas na przygodę z nami w roli głównej! I musimy być zwycięzcami.
To klasyka regeneracji.

Dary natury

Powtórzmy sobie ów banał, że człowiek przynależy do świata natury. Otacza go natura. A ona — w sposób naturalny (sic!) — zawiera wszystko, co nam potrzeba.

Do czego to będzie przydatne? Do prostackiego wręcz stwierdzenia, że wytwory cywilizacji są własnością człowieka, ale nie są człowiekiem. Że nadal będziemy pobierać pokarmy poprzez jamę gębową, a przetrawione resztki wydalać dupą… Że nasze ciało funkcjonuje dzięki żywności naturalnej, a nie na skutek pakowania w siebie napojów regeneracyjnych i dopalaczy.

Wciąż to wszystko, co jest żywnością, urodziło się z ziemi jako roślina, albo zostało dodatkowo włączone do roślinożernego zwierzęcia, które staje się mięsem. Tyle… że czynimy wciąż ogromne wysiłki, by od takiego myślenia uciekać, bo wydaje nam się, że tracimy jakąś… wyjątkowość.

Skąd we mnie taka potrzeba, by to napisać?
Bo nieustannie spotykam istoty jako żywo zrodzone z człowieka, ale które dowiedziawszy się, że można jeść dzikie rośliny, mówią: A pfe! To świństwo. To groźne!

Zagrożenia

Ludzkie zagrożenia już od wieków są dobrze opisane. Finito!

Pojawiło się tylko nieco tych, które powiązane są z nowoczesnymi technologiami oraz z nowo-wymyśloną działalnością człowieka. Ale my nigdy nie żyjemy z dala od zagrożeń. Tyle, że są osobniki, których życie chyba traci sens, kiedy brak dygotania ze strachu. Ot i wszystko.

Dlaczego więc ludzie jak w amoku zajmują się usuwaniem bakterii z domowego sedesu przy pomocy chemii, skoro łapią więcej bakterii dotykając cały dzień klamek, poręczy, pieniędzy? Co ciekawe, wydalone przez nich we własnym domu  bakterie zawarte w moczu i kale należą do ich własnego zestawu flory. A więc należy je w zasadzie traktować jako te „prawdopodobnie, umownie przyjazne” (chyba, że są przechowywane w toalecie przez tydzień bądź dwa)…

Co z tego wynika? Że zupełnie przestaliśmy odróżniać to, co nam faktycznie przyjazne, od tego, co tylko uznaliśmy za przyjazne. A tę drugą przyjazność serwują nam ludzie, którzy zarabiają dzięki temu, że my w to wierzymy. Jeśli już zdążyliśmy poznać, co potrafi robić żądza pieniądza, to nie miejmy złudzeń.

Po przeczytaniu tego wszystkiego, co powyżej — dojdź do jakiegoś wniosku. Proponuję, by zrozumieć, że oddalamy się od natury, z którą przecież zawsze potrafimy się dogadać, a zamiast tego oddając się w niewolę systemom, które nam sugerują:
„Człowieku, wyluzuj, masz już wszystko, co ci potrzeba. Dbamy o to, byś się nie spocił, nie zmęczył, my za ciebie wszystko zrobimy. A więc nie przeszkadzaj nam…”

Czy człowiek jest w stanie zrozumieć, że nie jest już dzieciątkiem w ramionach mamuśki, która nakarmi, utuli, ale i nie pozwoli się bawić (bo się skaleczysz), nie da pobiegać (bo się przewrócisz), wybierze Twoich kolegów i Twoją życiową przestrzeń…?

Bez tego rozumienia… rośniesz na kogoś, kto już jedynie widząc las mówi, że się go boi…


Nie ma nic
bez ryzyka
tylko widz… tylko widz
go unika

Starsi Panowie Dwaj


Kotom to dobrze — nie boicie się ciemności.
– A po co mielibyśmy się bać?
– Jak to? Po ciemku wszystko wydaje się takie straszne…
– No to czego się boisz — ciemności czy tego, co masz w głowie?

O. Tiszczenkow, Kot
Facebook — Po Pierwsze Ludzie