Era – pies

Wtorek, 31. października 2017 r., piąty dzień niewoli

Era-pies, czyli sunia rasy retriever flat coated, została mi przekazana (przez wręczenie smyczy ze psem na końcu) 27. października 2017 roku na mojej działce, w obecności wielu świadków. Wciśnięto mi dodatkowo do ręki umowę sprzedaży oraz pakiet dokumentów zawierających świadectwa i rodowody. W ten sposób wpakowano mnie — urodzonego kundla, który sobie radzi na każdym śmietniku — w powinowactwo z psią szlachtą. A tymczasem ja nawet nie potrafię się zachować w przedpokoju, zatem co mówić o salonach. Pogubiłem się całkowicie!

W związku z tym postanowiłem się odgryźć i będę tu zamieszczać co jakiś czas moje skargi na mój los, aby do moich oprawców dotarło, co narobili. Będzie to zarazem spis wszystkich trybów i tricków, które zastosowałem, aby przetrwać.

Rzecz pierwsza: to że arystokratka uznała mnie za swoją własność, nie było dla mnie rzeczą niespodzianą. Już dawno, jeszcze będąc uczniem w PRL, czytałem jakimi „oni wszyscy” byli krwiopijcami. Teraz dowiedziałem się, że to całkowita prawda. Ona teraz przejęła mój dom i żyje z moich pieniędzy. Wiedziałem, że to będzie teraz moim podstawowym obowiązkiem, ale nie spodziewałem się, że moje życie i moje sprawy będą zależały od kaprysów Jej Mości Ery.

  • Wolno mi spać w swoim łóżku, ale w nocy muszę uważać, żeby nie przygnieść ani nie zepchnąć.
  • Muszę schylać się, kucać, przysiadać i stawać się podpórką, podłożem, statywem, o który Jej Mość się opiera
  • Moja praca, moje sprawy są bez znaczenia. Ponieważ w pokoju mam zawsze otwarte okno, ale zamykam drzwi, aby nie było przeciągów, teraz muszę przerywać swe zajęcia, bowiem Jej Mość E. życzy sobie wejść lub wyjść. Uwielbia to robić. Zwłaszcza chyba szczególnie ceni krótkie przerwy pomiędzy jednym a drugim.
  • Uznała, że muszę być na drugim końcu smyczy, aby ją chronić. Jednocześnie za każdym razem stara się udowodnić, że tempo przemieszczania się jest w zakresie jej kompetencji. Kierunki zresztą też.
  • Moje palce i uszy  są gryzakami JMości; obśmiałem się szyderczo, kiedy jej nie wychodziło z „mojo chłopsko łydko”… (sprzed 5 minut: z „szyjo” — też)…

Rzecz druga: Moja natura kundla, który śpi byle gdzie i je byle co, wiąże się z tym, że przywykłem być sam sobie panem. Kiedy taki powsinoga krąży między przedmieściem a przysiółkiem, zawsze to i owo usłyszy. Stąd rzecz oczywista, że znałem owo powiedzenie, że to sługa rządzi panem, kiedy pozna jego słabości. Toteż zacząłem pierwsze badania natury arystokratycznego świata. Pogodziłem się z wieloma instrukcjami umieszczonymi we wspomnianej dokumentacji, którą brutalnie mi wciśnięto, bym nie zapominał kim jestem. Ale tradycji bycia powiernikiem, lokajem, łaziennym, ochmistrzem, plenipotentem — nie dam zniszczyć.

Komunikuję: Dzisiaj po raz pierwszy JMość Era nie ciągnęła smyczy ze mną na samym końcu. Do zapamiętania: 31. października 2017, g. 13:10-13:30. Tylko boję się narazie, że się zorientuje, ale… będę konsekwentny.

MYŚL 1: Ponieważ JMość nie zna lokalnego zawołania przychodzeniowego, może więc nagle wyrwać się dokokądkolwiek — smycz musi być więc bezwzględnie stosowana. Ponieważ JMość nie zna sztuki prowadzenia mnie na smyczy, wprowadziłem jej skrócenie do takiej długości, że kiedy kciuk dłoni trzymającej jest wetknięty do kieszeni spodni (dobry stabilizator na poziomie bioder, a nie barku — nie przewraca lokaja), wówczas kolia na szyi JMości znajduje się na wysokości mego kolana, co oznacza względną możność przesuwania się JMości do przodu, jak również pozostawania w tyle, rzędu 10 cm od punktu „zero” (tuż przy kolanie nogi stojącej bez ruchu, bez sztywnego napięcia smyczy). Nie wydaję żadnych dźwięków. Ma powstać zachowanie zupełnie niezależne od poleceń.

MYŚL 2: JMość powinna w zasadzie znać lokalne zawołania (kiedyś będzie to bardzo sobie chwaliła). Stąd w kieszeni lokaja znajdują się „Jadalne Przedmiodty Pożądania”. Na cześć JMości zmieniono lokalne zawołanie na imię JMości, zatem brzmi: Era! W fazie początkowej wymawia się je w sposób jednoznacznie słyszalny, nawet kilkakrotnnie (lecz nie w jednym ciągu „jakbyzdaniowym”). Odbywa się to w momentach, kiedy JMość jest niewidoczna, lecz w pobliżu, albo też tuż obok, lecz kiedy jest wyraźnie zajęta kontemplowaniem Natury. „Jadalny Przedmiot Pożądania” jest wydobywany wcześniej z kieszeni i trzymany w palcach zdecydowannie w geście podawania. ISTOTNY WARUNEK: Czynność wyciągania JPP nie może być dla JMości widoczna, gdyż staje się zapowiedzią tzw. „następstwa”…

WIADOMOŚĆ OD MOICH OPRAWCÓW: Cieszy nas niezmiernie, Że pies realizuje bezbłędnie powierzone mu zadania uwredzania, zamęczania, uprzykrzania, obsikwania Twojego jak dotychczas spokojnego i jakże błachego życia. Czekamy na kolejne odsłony odcinków, z Tobą w roli drugoplanowej oczywiście ;P

Ona mnie zjada…!

 

Środa, 1. listopada 2017 r., szósty dzień niewoli

Za dużo oglądałem pierwszych filmów science fiction, takich jak np. „Obcy”. Teraz moja wyobraźnia nieustannie podsuwa mi obrazy, jak taka ruchliwa istota wkręca się we mnie znienacka. Odkryłem, że mogą być stosowane zupełnie inne taktyki, uspokajające. Owa istota pojawia się w pobliżu i daje wyraźnie do zrozumienia, że jest wyluzowana i przepełniona sympatią. Lokuje się w pobliżu, gdy człowiek sobie poleguje, aby ukoić stargane nerwy. I wtedy — na podstawie zachodzących zdarzeń — pojawia się szokująca myśl, że to podsunięcie się, przytulenie… ścisłe ścisłe… nie dające żadnych złudzeń, że może być inaczej, jest faktycznym scalaniem organizmów, przy czym jeden z nich na pewno jest ofiarą. Krótko mówiąc: JMość przetwarza mnie w siebie. Czekam z niepokojem na ten dzień, kiedy zacznę raczkować (w trybie błyskawicy) z gryzakiem w paszczy…

 

Piątek, 3. listopada 2017 r., ósmy dzień niewoli

Kiedy JMość się cieszy, wylewa się z niej fala miłości. Możliwe, że cieszy się bardzo i częściej niż to się zauważa, bo trzeba było nieraz biec po ścierkę. Był problem wykazujący, że Pani nie rozumie, iż w domu pojawił się paromiesięczny szczeniak — dywan się zwija od razu… Szczęśliwie, że zęby JMości nie swędzą aż tak bardzo, jak to się zdarza w podobnych przypadkach. A poza tym… widać, że pochodzi z dobrej rodziny, gdzie dobre zasady są wpajane. Od pierwszego dnia zorientowała się, które drzwi prowadzą do właściwej klatki schodowej. Kiedy uznała, że mój stoliczek (wysokości 40 cm) jest raczej wątpliwej jakości (zwyczajna, nielakierowana sosna), zaczęła nadgryzać jego narożnik. Jednak — kiedy zorientowała się, że jestem do niego prawdopodobnie przywiązany — dała mu spokój. Nawet nie ma konieczności przeprowadzania jakichś rozmów w tym temacie.

Źródłem dyskusji jest natomiast wychodzenie na zewnątrz. Mimo pozorów, że sprawa juz poza nami, młodzieńczy (i zapewne arystokratyczny) temperament nie pozwala na dostojne przechodzenie się po włościach. Chociaż wiadomo, że trawnikami zajmują się wyznaczeni „ludzie”, JMość uważa, że każdy szczegół powinien być „pańskim okiem” doglądany. Wiążąca nas smycz powoduje nieporozumienia: kiedy idę w lewo, smycz podąża w przeciwnym kierunku. Prawdopodobnie JMość ma te same wrażenia. Biega za niesforną końcówką, zapewne, aby ją pouczyć, a bieganie to jest zygzakowate, ze zrywami, wynikało bowiem z postępowania niesfornej smyczy. Niestety… mój kręgosłup źle się z tym czuje. Mam tego bardzo wyraźne dowody.

MYŚL 1: Ponieważ JMość nie zna uwarunkowań, jakie wiążą jej obowiązki ogrodnicze, smycz oraz mój kręgosłup, można by prowadzić do tego, aby zrozumiała. Jest to jednak zbyt skomplikowane. Trzeba by nosić ze sobą tablet z oprogramowaniem, przy pomocy którego można by było na ekranie ukazać zależności, wskazać najbliższe cele, rozrysować strzałkami kierunki działań…

MYŚL 2: Należy dążyć do tego, aby JMość najzwyczajniej przyzwyczaiła się do trzymania się blisko kolana (sytuacja opisana wyżej). Zatem… cierpliwość!

 

Poniedziałek, 1. stycznia 2018 r., niewola nieskończona

Podejrzewam JMość, że została zaprogramowana. Dlatego długo nie pisałem — trwałem w przyczajeniu. Zaprogramowali ją Darczyńcy (zwani Rodzicami Chrzestnymi) albo duch mojej poprzedniej suni. Raczej to drugie, wynika bowiem, że dzieła dokonane przez Poprzedniczkę zostały uznane za fakty już raz dokonane i nie wymagające powtórek. Być może dlatego moje kapcie, książki i różne przedmioty w pokoju nie są ciachane na kawałeczki. Natomiast Poprzedniczka nigdy nie przegryzała smyczy…

Poprzedniczka zaniedbała tak ważny psi obowiązek, jak wczołgiwanie się na ludzkie kolana. Jest to obecnie wykonywane kilkanaście razy dziennie, przy czym dla mnie wciąż nowym doświadczeniem są zmieniające się gabaryty. Początkowo całość mieściła się doskonale — obecnie poszczególne partie cielesne mają tendencję do powolnego bądź szybkiego zsuwania się. Oznacza to zabiegi JMości służące utrzymaniu status quo za wszelką cenę. Dla mnie to nieustające próby trwałości materiału.

W ramach „działań odmiennych i/lub zaniechanych w przeszłości” JMość towarzyszy mi w odkurzaniu mieszkania. Widoczne jest wyraźne zadowolenie, że posiadany przez nią człowiek doskonale panuje nad warczącym potworem, jakim jest odkurzacz. Dzień sylwestrowy — co pilnie odnotowuję — uczynił mnie partnerem do obserwacji eksplozji świetlnych i dźwiękowych za oknem balkonowym po północy. Również było widoczne zdecydowane zadowolenie, że żadnym drgnięciem ciała czy mimiką nie okazałem strachu…

CDN