Przewrócone myślenie

Dlaczego „przewrócone myślenie”? Bo szklanka napełniona herbatą była typową, ewidentną „szklanką herbaty” albo „szklanką z herbatą”. Pisarz napisałby „Mrok zapadał powoli, a Robert siedział zamyśłony koło szklanki z herbatą, o której zupełnie zapomniał. Była już zimna. Ocknął się i siegnął po nią. Ciemność mu nie sprzyjała. Szklanka przewróciła się a łyżeczka upadła z brzękiem na podłogę. Słychać było chlust, a potem kapanie…”

Wiemy co się stało. Nawet nie musimy myśleć. Ktoś obdarzony wyobraźnią mógłby sobie stworzyć obraz tej chwili, a nawet uzupełnić mnóstwem szczgółów, o których w ogóle nie było mowy. Kim był Robert? Czemu był tak mocno zamyślony? Czy lubił gorącą herbatę, ale zmartwienia zatrzymały go w wypiciu jej, czy też czekał aż wystygnie? Siedział samotny, zatem może to przez ową samotność?

Tak rozpoczęło się myślenie, którego przedtem w ogóle nie było…

Absolutnie nie ośmielę się uznać, że to wyraźnie ludzka cecha, i tylko ludzka cecha. Napotykałem w mym życiu na solidne dowody złożonych procesów myślowych u moich psów, jakie miałem. Skoro już o tym piszę: Piotr, „mój weterynarz” — jak to nazwałem — stwierdził, że psy bardzo mocno starają się stworzyć ze „swoim człowiekiem” wspólny język. Psy używają w tym celu przeważnie „mowy ciała”, o której ludzie wysokocywilizowani całkowicie przestali myśleć, a jeżeli jej używają, to na przykład dla zmylenia partnera handlowego lub kontrolera biletów — za pomocą mimiki dowodzącej naszych dobrych zamiarów. Otóż Piotr zaznaczył, że psie starania doprowadzają do tego, że są w stanie ze „swoim człowiekiem” nawet wymienić jakąś prostą refleksję (użyłem tego słowa, aby odróżnić od prostej myśli). Kiedy jednak człowiek nie przykłada się do tego procesu, bo ma to gdzieś albo jest jaki był — niepojętny, wówczas pies odstępuje od swego dzieła. A człowiek potem komentuje: „Ja to mam głupiego psa…”

Wracam do tematu. Muszę bowiem wytłumaczyć do czego zmierzam. Nie bez przyczyny nawiążę teraz do swoich doświadczeń opisanych tutaj. Opisałem sytuacje, w wyniku których miałem zaburzoną świadomość. Wynikiem tego było przeżycie momentu, kiedy mój umysł nie mógł poradzić sobie z określeniem parametrów rzeczywistości. To nie jest zjawisko nietypowe, kiedy ktoś wybudza się ze swojego „jakiegoś” stanu i od razu ma pytania:

  • Gdzie ja jestem?
  • Co ja tu robię?
  • Co się stało?

Z jednej strony niekiedy zadziwia łatwość, z jaką dochodzimy do tego, aby przeżyć taki moment. Choćby wtedy, kiedy decydujemy się na pofolgowanie sobie przy piciu alkoholu. Bywają zadziwiający ludzie: na co dzień ostrożni do przesady, wręcz przewrażliwieni na swoim punkcie, dokonujący superdokładnych analiz rzeczywistości dla „utrzymania się na powierzchni”, by potem znienacka wydać samych siebie na odstrzał. Jakże by im się przydało prawdziwe, survivalowe myślenie!

Survivalowe myślenie musi zakładać, że rzeczywistość może się… przewrócić. Wielu sądzi, że ich niezwykłe zdolności w obieraniu ziemniaków, żonglowaniu pomysłami na pościelenie łóżka czy zawieszenia hamaka jest sednem samym, najwspanialszym. Otóż nie…! Owe cenności z pewnością kiedyś się przydadzą, lecz nie zapominajmy o własnej orientacji w swoim rodzonym, nierozłącznym sposobie myślenia i rozwiązywania problemów. Bez względu jak dobrze się czujemy i jakie mamy zaufanie do własnego — czasem rozbrykanego — umysłu, zawsze warto zafundować mu i lejce, i hamulce. I nigdy-przenigdy nie zapominajmy, że nawet żaba uważa, że jej wizja świata jest jedyną prawdziwą. A więc mucha, bocianie nogi i plusk…! A jak to może widzieć kaczka?

Zróbmy sobie eksperyment na poziomie wyobraźni (jeśli jej nie masz, nie próbuj, bo zaufawszy wynikowi wpadniesz w pułapkę). Zatem — godzisz się na eksperyment. Ekipa patrzy na Ciebie z podziwem i szacunkiem. Wszyscy przechodzą do salki, w której dostajesz skrótową informację o przebiegu zdarzeń, o bezpieczeństwie, o czuwających na Tobą asystentach. Dostajesz jakiś środek, połykasz, popijasz… znikasz. Albo to świat znika.

Czujesz się dziwnie. Czujesz, że coś jest nie w porządku, powoli, z ciemności mózgu przypominają Ci się ostatnie chwile… Ktoś z Tobą był, rozmawiał… Ach…! eksperyment! Otwierasz oczy…

Odczucie, że wisisz głową w dół zostało zaburzone. Wzrok ukazuje, że stoisz w pomieszczeniu na podłodze, nad Twoją głową sufit. Mózg wariuje, bo oczy kłócą sie z błędnikiem… Co może z Tobą dziać się dalej? Jakie mogą być Twoje interpretacje? Co powinno się zrobić?

W eksperymencie Twoje stopy są przymocowane do sufitu zaś całe pomieszczenie zostało przemodelowane w ten sposób, że wygląda jak postawione… na głowie: faktyczny sufit jest obecnie z wyglądu podłogą ze stojącymi na niej meblami. Nawet szklanka z herbatą stoi (wisi) na stojącym (wiszącym) stoliku. Ty zaś dostałeś placebo…

Istnieją rozmaite zaburzenia spostrzegania/analizy rzeczywistości, które odbierają pewność tego, co jest czym. Moja opowieść, jak znalazłem się nagle przed swoim komputerem i to w zupełnie innym czasie, jest na to przykładem. W wielu zdarzeniach odczuwamy, że świat nam się wali. Sytuacje społeczne też potrafią to i owo przewrócić. Znajomość siebie, włączenie hamulców i lekkie operowanie lejcami, może wszystko przywrócić do postaci, którą mózg sobie zinterpretuje. Byle bez pomyłek. I bez samooszukiwania się…