Zimno na życzenie.

Aby nie wszystko, co zaskakujące, było wyjaśnione już na „dzień dobry”, wyznam tylko, że zawsze byłem zmarzlakiem. Spałem — latem (!) — pod kołdrą, którą długo przed zaśnięciem układałem tak, by żaden szpikulec chłodu nie docierał do mego ciała. Wychodzenie z kabiny po gorącym prysznicu odbywało się na raty: robiłem wąską szczelinę dla chłodu łazienki (faktycznie łazienka była rozgrzana, ale nie tak, jak wnętrze kabiny), który natychmiast próbował mnie atakować, chociaż dbałem o to, by stawało się to w małych dawkach. Nie znosiłem mycia się w zimnej wodzie, nawet wkładania dłoni pod kran z zimną wodą. Ale… po latach jeżdżenia w Bieszczady i kąpania się w lodowatym strumyku, po wielu zimowych wypadach i spaniu z dala od pieców czy kaloryferów — coś się we mnie przestawiło. W zimnym strumieniu zanurzam się bez oporów, z przyjemnością. Jednak… dłoni pod zimną wodę lejącą się z kranu, nadal nie chcę podstawiać.

Wiele osób jednak wie, że zimą śpię w namiocie zawsze w tym samym, swoim cieniastym, letnim śpiworze. Innym dowodem jest awantura (= adwenture) opisana na stronie Radiowej Trójki *)

DSC00062Teraz zasypiam nagi w swoim pokoju, przykryty polarowym pledem. Kaloryfer — odłączony. Okno jest otwarte, a przynajmniej uchylone na 10-30 centymetrów. Za oknem — zima. Czuję ciepło swego ciała… Zacząłem przyglądać się zjawisku. Wpierw porównałem wskazania dwóch termometrów, by wiedzieć, że wyniki będą rzetelne. Jeden z nich położyłem na parapecie okna, drugi — wewnątrz pokoju, koło mnie. Powtórzone pierwsze próby wykazały, że kiedy na zewnątrz jest —4°C, to koło siebie mam +4°C.

Dalsza obserwacja ujawniła (myślę, że nie tylko mnie to dotyczy), że dobre znoszenie niskich temperatur jest związane ze spaniem. Oznacza to, że zapadanie w sen przestawia funkcje organiczne na „wyciszenie”. Nocne zwolnienie wszystkich procesów z jednoczesnym spadkiem temperatury — doskonale współgra. Leżąc pod jednym lub dwoma cienkimi polarowymi kocykami nie stwierdzam nawet odrobiny dyskomfortu. Nie mam gęsiej skórki, nie budzą mnie drżenia ciała, nie rozbudzam się z zimna. Wręcz przeciwnie. Kiedy się budzę, czuję się cudownie rozgrzany. Jak dziecko w łonie matki. Takie wrażenia miewałem w dzieciństwie i zawsze tęskniłem do niego. Było to poczucie idealności. Wychodzę spod okrycia nie czując żadnej nieprzyjemności, a tym bardziej szoku. Przebywam w tej samej temperaturze (+4°C), przy tak samo otwartym oknie, spory czas, chyba koło jednej godziny. Nie ubieram się i jest mi dobrze. Przypuszczalnie jednak jakaś wajcha w Machinie Natury przestawia się: organizm powoli przechodzi do fazy „dziennej aktywności”, bo — pomimo ruszania się, lecz nie jest to intensywna gimnastyka czy rąbanie drewna — wkrótce robi mi się zimno, a po jakimś czasie jestem wręcz zmarznięty. Ubieram się.


Znalazłem pewne sprzeczności jeśli chodzi o rozmaite informacje dotyczące temperatur podczas snu. Temperatura ciała osoby śpiącej w naturalny sposób obniża się o ok. 1°C, a jest to związane z całodobowymi zmiany temperatury ciała. Istnieje więc związek z zegarem biologicznym, a zatem i godzinami udawania się na spoczynek. To pierwsza informacja.

Druga informacja, to istnienie mechanizmu dbającego o względnie stałą temperaturę mózgu, co ma służyć jego sprawności w zarządzaniu organizmem. Dla ochrony mózgu przed spadkiem optymalnego poziomu jego ciepłoty, wyłączane spod ochrony są narządy peryferyjne. Dłuższe oddziaływanie zimna powoduje przesuwanie się punktów wyłączeń coraz bliżej układu serce-mózg.

Trzecia informacja. Podczas snu temperatura mózgu pozostaje w zasadzie niezmienna, ale istnieją wyjątki. W czasie fazy REM, a więc w okresie podwyższonej aktywności mózgu (śnienie), jego temperatura wzrasta (por. Luce G.G., Segal J., Sen, marzenia senne i czuwanie, PWN, Waszawa 1969)

Mój przypadek, moje obserwacje, moje refleksje: obniżenie temperatury ciała znajdującego się podczas snu w bardzo zimnym pomieszczeniu jest bliskie sytuacji uruchomienia mechanizmów chroniących temperaturę mózgu. Powinno się sądzić, że w takich warunkach mózg nie powinien sobie pozwalać na energochłonne zbytki, a więc na śnienie. A jednak ja śnię. Śnię bogato, wyraziście, wielokrotnie w ciągu nocy.

Wiadomo natomiast, że opisy osób znajdowanych w stanie całkowitego, a więc śmiertelnego zamarznięcia, ukazywały, że czapki były zerwane, szaliki odrzucone, kurtki zwleczone, kołnierzyki rozpięte. Umierający mózg miał gwałtownie zwiększoną aktywność. Wewnętrzne rozgrzanie mózgu i jednoczesny brak jakichkolwiek sygnałów z kończyn i innych części ciała, sugerowały mózgowi, że całe ciało znajduje się w podwyższonej temperaturze…

Czy spanie w zimnie daje mózgowi choćby namiastki takiej zmyłki?


Pragnę tu przypomnieć niektóre elementy hipotermii, co zwykle wiąże się z niekorzystnymi warunkami zewnętrznymi, czyli np. mrozem. Spadnięcie temperatury ludzkiego ciała poniżej 35°C, oznacza zagrożenie. Powinniśmy stwierdzać, że skóra jest zimna, występuje na niej „gęsia skórka”, tętno przyspiesza, podobnie jak i oddech. W przedziale 34—33°C może pojawić się już ból w niedogrzanych kończynach, czyli „na peryferiach” ciała; to moment, kiedy zaczyna być coś nie w porządku z psychiką — mamy spory problem (przy czym ja w nocy nie mam). Potem poczucie bólu zanika, podobnie jak wrażliwość oczu na światło, mięśnie zaś tężeją. Zaczyna się umieranie (por. Kozłowski S., Granice przystosowania, WP, Warszawa 1986).

Powinienem znaleźć teraz sposób, żeby zmierzyć temperaturę własnego ciała. Prawdopodobnie będzie też chodziło o zbadanie samej powierzchni, jak i warstw głębokich…

Warto poszukać, co twierdzi literatura naukowa na temat spania człowieka w niskich temperaturach. Nieśmiało przypominam, że śpiączka farmakologiczna mocno sprzyja przyspieszonej regeneracji organizmu, także tego pouszkadzanego. Zagadką jest uratowanie polskiego chłopca, którego ciało miało temperaturę 12°C, co dotąd oznaczało, według ludzkiej wiedzy, nieodwracalny zgon (por. artykuł „Człowiek na mrozie” z NEWSWEEKA).

Moja hipoteza mówi, że zaśnięcie na zimnie w pełni sił (wysoki poziom energetyczny) jest zupełnie czym innym, niż zaśnięcie z ubytkiem sił, pod wpływem zimna, kiedy to w końcu znajdujemy ludzi zamarzniętych na kość. Dlatego przecież zaleca się, by za wszelką cenę nie dać słabnącej osobie zasnąć w podobnych warunkach.

Czy spanie w zimnie ma specyficznie korzystny wpływ na nasz organizm? Ja obecnie nie choruję, nie mam (wreszcie) zatkanego nosa, czuję się świetnie psychicznie, bo też i wchodzę w wyższe fazy snu — sen świadomy. Ja  w tym zakresie muszę więcej wiedzieć i lepiej to rozumieć. Należy dodać, że przez cały czas badań nie jadłem inaczej niż zwykle, czyli dwa posiłki dziennie. Jak zawsze… piłem sporo zielonej herbaty.


W życiu nieraz mogliśmy się spotkać z faktem, że mówienie o zaistnieniu jakiegoś zjawiska może być… tylko mówieniem. Zawsze, kiedy chciałem z kimś podyskutować nad ową możliwością mego spania w zimnie, miałem w sobie niepokój, że zostanę wzięty albo za samochwałę, albo za kabotyna, albo za oszusta, albo za wszystkich naraz. Dlatego miałem odczucie ulgi, kiedy na mojej leśnej działce, w drewnianym lekkim domeczku mogłem mieć świadków zimną porą, że nie opowiadam bzdur o tym, jak sypiam. Jest mi z tym lepiej.


Właśnie zrobiłem kolejny krok. Zakupiłem bezdotykowy termometr PRO, który pobiera dane o temperaturze (głębokiej) ciała oraz (płytkiej) powierzchni i obiektów. Tej nocy podczas snu w zimnie (w pokoju miałem 2°C) dokonałem pomiaru temperatury rozmaitych obszarów ciała powierzchniowo oraz głęboko; osobno zmierzyłem temperatury różnych punktów na głowie. Kilka punktów mojego ciała, tych bardziej wystawionych na chłód, miało koło 31°C. Wnętrze zaś… nie powiem! Termogeneza bezdrżeniowa? Wynik podpowiada mi już o co chodzi, krótko mówiąc — miałem rację…!

Można zerknąć na prezentację „Poza granicami fizjologii” Michała Radziwonka…


Dzień po dniu zmieniają się temperatury na zewnątrz — nareszcie pojawiła się prawdziwa zima. Kiedy to piszę jest 7 dzień stycznia 2017 roku. Moje zachwyty dotyczące spania w temperaturze wnętrza mego pokoju wynoszącej +4 stopnie nieco i na chwilę zmalały. Bo…

dsc001415 stycznia wiatr dwukrotnie otworzył na pełną szerokość okno, ja zaś budziłem się i przymykałem je nieco, gdyż ostro sypał na mnie śnieg. Temperatura na zewnętrznym parapecie była w środku nocy koło —20°C. 6 stycznia zmierzyłem temperatury (tradycyjnie: termometr na wewnętrznym parapecie przy otwartym oknie oraz termometr w połowie drogi między mną a oknem, czyli około metra). Pomiar I koło godziny 8,30 przy oknie —14°C, pomiar II —4°C (termometry położyłem na moment koło siebie — do fotografii).

7 stycznia, a więc dzisiaj o 6,00, pomiar I = —22°C, pomiar II = —6°C. To już nowa jakość. Ponieważ czułem się znakomicie, a jednocześnie miałem odczucia odkrywcy nowego kontynentu — zacząłem wydzwaniać po kompetentnych znajomych, aby się dzielić wieścią i znaleźć pomysł na to, gdzie dalej szukać, by się czegoś dowiedzieć…

dsc00142 dsc00143

Tak dotarłem do Tomka Kxxxxxxxx (jak się zgodzi, to wpiszę jego nazwisko), faceta, o którym wiedziałem, że „wie wszystko”. Radośnie udzielił mi wyjaśnień, a ja poczułem się jak dziecko, które na dmuchanym materacu podpłynęło do krążownika i pogadało chwilkę z kapitanem. Oznajmił mi zwyczajnie, że to oczywiste, że docieram do korzeni, gdyż człowiek żył w chłodzie i dla niego to było normalne. Ognisko nigdy nie było tym samym co pokój ze szczelnymi podwójnymi oknami i kaloryferem, a odzież była jaka była (chyba, że się futro upolowało) i raczej nasi słowiańscy przodkowie nie chodzili w polarach i puchowych kurtkach.

W ten sposób pokiwaliśmy sobie głowami — przez telefon — nad nieszczęsnymi rodakami, którzy mają zimno, bo w pokoju tylko +22°C. A potem dostałem wskazówki do przemyślenia oraz źródła, gdzie szukać. I zrobiło mi się cieplej… Działam więc dalej…!

Jest marzec i właśnie z pomocą przyszły mi „Wysokie Obcasy”, czyli pani Zuzanna Kisielewska ze swym artykułem „Zimny wychów”. Przyznam, że bardzo jestem zadowolony, bo to ważne informacje

*) Tak przy okazji: mój kolega z Radiowej Trójki, Paweł Drozd, właśnie szaleje na pokładzie jachtu na Antarktydzie. To projekt Trzy sztuki w Antaktyce. Paweł poprosił mnie o jakieś rady związane z zimnem. Wie jednak, że bywam podstępny i złośliwy, zwłaszcza  wobec przyjaciół. Nie wiem, czy wróci zadowolony… Można zerknąć też tutaj i tutaj.