Proszę…

Proszę Cię… zacznij przygodę z survivalem wcześnie

  • Najlepiej jeszcze wtedy, kiedy świat, w którym żyjesz, będzie jeszcze stanowił dla Ciebie tajemnicę.
    Potem będziesz sądził, że przeniknąłeś go wystarczająco dobrze, by się nim więcej już nie przejmować — i zrezygnujesz…
  • Najlepiej jeszcze wtedy, kiedy zadajesz sobie jeszcze wiele pytań: dlaczego tak, po co, jak…?
    Potem będziesz uważać, że już wszystko rozumiesz — i zbyt mocno uwierzysz w siebie.
  • Najlepiej jeszcze wtedy, kiedy śmieją się z Ciebie, że jesteś naiwny.
    Potem nie dasz sobie wmówić, że jesteś naiwny — ale już Ci nikt nie powie tej prawdy i wciąż będziesz błądził bez pomocy.
  • Najlepiej jeszcze wtedy, kiedy jeszcze Cię ciągnie przygoda.
    Potem będziesz już znudzony przygodami pokazywanymi w TV, które przeżyli inni — a do swojej własnej już się nie zabierzesz…
  • Najlepiej wtedy, kiedy nie zorientowałeś się jeszcze, że już kogoś nienawidzisz.
    Potem zajmiesz się już wyłącznie swoimi porachunkami ze światem i bliźnimi.

Co powinieneś wiedzieć o survivalu, z tego, co ja o nim myślę:

Życie jest survivalem — survival jest życiem.
W survivalu nie ma niczego takiego, czego by człowiek nie robił w ramach swej gatunkowej historii na tej planecie. Zmieniają się tylko narzędzia i przypisane im techniki. Survival jest mozolną próbą przetrwania, ale w sprzyjających warunkach mamy wrażenie, że wszyściutko jest takie normalne i oczywiste.

Kiedy warunki nie są sprzyjające — odczuwasz to jako trud.
Ale odczucie trudu jest tylko kontrastem wyłącznie w zestawieniu z tym, co było dla Ciebie sprzyjającymi warunkami.

  • Jeśli urodziłeś się w mieście, trudem jest dla Ciebie rąbanie drewna, zwłaszcza większej ilości. Trudem jest więc wcześniejsze łażenie po lesie i gromadzenie tego drewna. Często zbierasz tyle, aż zobaczysz górkę świadczącą o tym, że się napracowałeś. Zwykle wystarcza to z trudem na wieczorne ognisko i musisz łazić po ciemku i wyszukiwać czegoś na opał…
  • Jeśli urodziłeś się na wsi, zbieranie drewna i jego rąbanie nie jest żadnym trudem. Robisz to od zawsze. Nawet czujesz satysfakcję, jak sobie trochę toporkiem pomachasz. Aż Ci się oczy śmieją…
  • Jeśli jesteś bezdomnym, cieszysz się, że znalazłeś sobie schronienie, że naściągałeś drewna i że Cię tu nikt nie znajdzie. Widząc wiejskiego chłopaka, jak rąbie drewno, myślisz, że on sobie potem wejdzie do chałupy i naleje kubas zimnego mleka, które świetnie smakuje po takiej robocie. Ty nie masz na to czasu — weźmiesz się za uszczelnianie tego, co nazywasz ścianami i dachem, chociaż to nie jest dom (ostatniej nocy było Ci zimno i ciekło po bokach). A potem ruszysz, by znaleźć coś, co da trochę siły Twemu ciału…

Jeśli jesteś Dzieckiem Miasta twardym survivalem dla Ciebie już jest to, co robi chłopak ze wsi, a życie bezdomnego nazywasz „hardkorem”. Nazwijmy sobie to jednak nie „survivalem„, ale trudem, który uznałeś za survival. Są tacy, którzy powiedzą Ci, że to tylko zabawa, a survival jest wtedy, kiedy życie przestanie Cię pieścić i tylko kopać w dupę, ale zacznie Cię poważnie poniewierać. Ty im nie wierz. Oni tak gadają tylko po to, abyś Ty sądził, ze nie znasz życia, ale oni — Cię postraszyć. Żebyś sądził, że w swoim życiu jeszcze nie jesteś zwycięzcą, a oni — już tak.

Jeśli jesteś Dzieckiem Wsi — twardym survivalem dla Ciebie jest to, co robi chłopak z miasta, a życie wśród zgiełku, pośpiechu, załatwiania spraw urzędowych, reguł ulicy nazwiesz „hardkorem”.

Jeśli masz DOM twardym survivalem dla Ciebie fakt utraty domu i jego zasobów, choćby na jakiś czas. Jeśli jesteś prepersem, to masz co tracić…

Bo survival w obecnych czasach nie jest tym, „czego ty szczęściarzu nigdy nie poznasz i dzięki Bogu”, tylko tym, za co Ty weźmiesz się świadomie i będziesz rozumiał dlaczego to robisz, jak robisz, i czy to jest faktycznie oryginał, a nie tandetna podróba.