Moje boje… 1)

Pierwsza moja walka o przetrwanie miała miejsce w żłobku:

Musiałem wstawać wczesnym rankiem, aby ojciec zdążył do pracy, a wcześniej zaprowadził mnie do żłobka. Na dworze było jeszcze ciemno; wędrówki do żłobka nie pamiętam, ale moment rozstania z ojcem doskonale. Żłobek był na pierwszym piętrze. Wąska i stroma klatka schodowa, pomieszczenie będące szatnią. Długa i śliska lada. Byłem na niej sadzany. Na niej ojciec zdejmował mi buciki, paltocik, przygotowywał mnie na oddanie w obce ręce. Idea ta była mi obca.

Nie pamiętam, kiedy wymyśliłem swój dziecięcy sposób na zatrzymanie ojca nieco dłużej przy sobie. Był to nocnik. Wzywałem do podania mi go, zaraz, natychmiast, bo będzie katastrofa… Oczywiście dawano mi pod pupę owo naczynie, a ono w efek­cie i tak pozosta­wało puste, ale przynajmniej przy pozorowanej czynności towarzyszył mi ojciec trzymając mnie za rękę.”

K. J. Kwiatkowski, Teraz (fragm.)

 

Już wtedy byłem kreatywny :). Potem kreatywność przydawała mi się wielokrotnie, i to w całkiem poważnych warunkach. Toczyłem walkę o moją silę życiową, która była w moim ojcu. Bo własnej miałem niewiele.