Bezpieczeństwo

„Bezpieczeństwo” oznacza sytuację braku zagrożenia. Może też oznaczać sytuację wcześniejszego przygotowania na ewentualne zagrożenie. To drugie zdanie zawiera w sobie kilka istotnych elementów. Zawiera w sobie w miarę uzasadnione poczucie ochrony przed niebezpieczeństwem.

Po pierwsze poczucie to świadczy, że człowiek ma świadomość, że może poznać swoje zagrożenia, a więc może się na nie przygotować.
Po drugie oznacza, że człowiek może poznać Naturę i zarazem posiada wyobraźnię, która daje możność myślenia o zagrożeniach w czasie przyszłym, jako o zdarzeniach potencjalnych.
Po trzecie zakłada, że człowiek ma możliwość postępowania w sposób pozwalający:
– przewidzieć zagrożenie
– zrozumieć zagrożenie i jego czynniki rażące oraz wnioskować o zapobieganiu/ochronie
– stworzyć zasoby i sytuacje dla ochrony przed zagrożeniem w razie jego wystąpienia
– wpłynąć na rozwój okoliczności prowadzących do uniknięcia zagrożenia
– stworzyć ochronę przed nim, jeśli ono wystąpi oraz spowolnić lub zniwelować jego — oddziaływanie
– wyjść z sytuacji zagrożenia w możliwie optymalny sposób

Ujmując rzecz prakseologicznie należy zauważyć, że brane są pod uwagę takie elementy rzeczywistości jak:
– zaistnienie specyficznych okoliczności znacząco niekorzystnych dla przetrwania
– własne możliwości osobowe
– możliwości zasobów (w postaci wiedzy i środków materialnych oraz społecznych)
– czas (pojawienia się zagrożenia, jego trwania, ludzkiego działania obronnego)

Człowiek survivalu może świadomie, w sposób zamierzony uruchomić w sobie „proces oswajania”. Jest to z jednej strony pierwotne oswajanie siebie z Naturą, czyli adaptacja. Z drugiej strony jest to — człowiecze i cywilizacyjne — przystosowywanie Natury do stworzenia warunków bezpieczeństwa.

Człowiek musi jednak pamiętać o spójności wizerunku świata, o wszechstronnym poznawaniu go, także o powściągliwym reagowaniu na zdarzenia, aby uniknąć uwikłania się w lęki przed ZAGROŻENIAMI UROJONYMI.


Często się sądzi, że istnienie środków zabezpieczających, także w postaci odpowiednich służb oraz „osobistych opiekunów” tworzy sytuację bezpieczeństwa. Niewątpliwie szanse uchronienia się przed zagrożeniem w takich warunkach rosną. Najważniejszym jednak elementem wzmacniającym naszą ochronę jest osobiste doświadczenie: teoretyczne kształcenie i oraz trening, który oznacza bezpośrednie zetknięcie się z warunkami para-zagrożenia.

Niestety, kształcenie młodego człowieka opiera się u nas na jego ciągłym ochranianiu, a tym samym na jednoczesnym odcinaniu go od doświadczania. Jest to efekt naszej metro-kultury*) XXI wieku. Według niepisanej koncepcji dziecko szczęśliwe, to dziecko schludnie ubrane, pachnące, pełne wdzięku i nadające się do pokazania znajomym jako osobisty sukces. Zwłaszcza, że jego szkolna punktacja jest wyśrubowana zawsze do poziomu wyższego niż dzieci sąsiadów i znajomych. No i posiada wszystko to, co dziecko powinno posiadać: BMX, PS3, tablet i iPhone (nie zapominając o małym pytonie i tarantuli).

Dla rodziców nie ma to żadnego znaczenia, że dziecko jest niezaradne, wycofane lub agresywne w rówieśniczych układach i nie potrafi wyczuć własnego zagrożenia. Przecież mamusia w każdej chwili pospieszy z pomocą. To paradoksalny układ sugerujący, że jeśli już zagrożenie istnieje, to bezpieczeństwo jest automatycznie zapewnione (bo przecież mamusia o wszystkim wie).

Paradoksem jest np. przedszkolne uczenie dziecka, że przechodzenie przez jezdnię po pasach jest bezpieczne, kiedy dziecko podniesie wysoko rączkę. Dorosły co prawda aktywizuje dziecko do wykonania „czynności związanej z przejściem przez jezdnię”, ale jednocześnie wyłącza inne czynności, choćby np. te związane z upewnieniem się, czy podniesiona rączka jest gwarantem skuteczności, a przede wszystkim — czy rzeczywiście droga jest wolna i bezpieczna. W dodatku światli, mądrzy i doświadczeni dorośli nie zauważyli, że wdrażają bezmyślność prowadzącą do wzrostu zagrożenia. Czy naprawdę nie przerabiali tej bajki kończącej się pytaniem: jaką minę zrobiło dziecko, kiedy ujrzało, że samochód w nie wjeżdża… a przecież… RĄCZKĘ MIAŁO PODNIESIONĄ…?

Tymczasem nasze bezpieczeństwo wymaga wyczuwania i określania niebezpieczeństwa w jego tzw. fazie wykluwania. Jest to nic innego, jak wyławianie z otoczenia tych elementów, które w najbliższym czasie mogą wytworzyć punkt krytyczny zdarzeń. Dobre wnioskowanie pozwoli na takie operowanie sobą samym w czasie i przestrzeni, aby nie znaleźć się w centrum tego punktu. Nie da się tego osiągnąć bez doświadczania. Dobrym ćwiczeniem naszych czasów jest wykorzystanie różnorodnych gier komputerowych, czego dorośli nie rozumieją, bo sami z tego wyrośli lub… nie dorośli (sic!). Przypomina mi to obserwowaną przeze mnie w zakładzie wychowawczym grę wychowanków w siatkówkę: w jednym przypadku pan Stasio, nauczyciel-wychowawca a zarazem trener kobiecego zespołu piłki ręcznej w innym mieście, rzucał wychowankom piłkę i szedł plotkować z sekretarką, panią Anią. W drugim przypadku wychowawca, pan Jarek, wtajemniczał chłopców w techniki, taktyki, „ruch sceniczny” oraz rozmaite zmyłki. Samo rzucenie piłki, jak samo kupno sprzętu z grami, na pewno nie dokona oczekiwanego cudu.

Kolejnym dobrym ćwiczeniem jest wchodzenie w świat natury (choćby w postaci survivalu), jednakże… rodzice i inni ludzie dorośli niewystarczająco towarzyszą dzieciom w ich doświadczaniu świata.

Pamiętać należy jednakże, że doświadczeniu potrzebne jest nie tylko stykanie się ze zjawiskami, ale też zbieranie informacji na ich temat, następnie dążenie do zrozumienia powiązań i zależności. Popularne jest wśród niektórych ludzi twierdzenie, że nie książki ich czegoś nauczyły, ale samo życie. Jest to prawda tak długo, póki nie staną oko w oko ze zjawiskiem, o którym mieli okazję przeczytać w podręczniku, ale nie przeczytali. Gdyby to nie było istotne, znacznie częściej spotykalibyśmy fakty gaszenia płonącej benzyny wodą. Dlaczego? Bo wyłączne zbieranie wiedzy, czy z książek, czy od innych ludzi albo własne doświadczenie, niewiele pomaga, jeśli nie umie się łączyć faktów. A nie umie się łączyć faktów, jeśli wiedzę gromadzi się bezmyślnie i nie ma się już więcej ŻADNYCH PYTAŃ.

*) przedrostek "metro" wywodzi się od słowa metropolitarny, czyli związany z kanonem obowiązującym w metropolii; zbliża więc do znaczeń: "silnie uzależniony wspólnotowo", "nieautonomiczny", "uniformistyczny"

Będzie kontynuowane…