Stres a survival

potrzebna głowaDla potrzeb survivalowego podejścia do sytuacji stresowej przyjąłem, że stres jest powodowany przez każde zdarzenie, każdą okoliczność, które powodują, że człowiek ma poczucie braku sterowności, czyli wpływu na sytuację. Jest to propozycja spostrzegania stresu jako funkcjonalnego związku człowieka z sytuacją, jako że wszelkie inne opisy mają znacząco mniejszą wartość praktyczną. A chodzi przecież o sprawne i w miarę szybkie wychodzenie ze stresowego uwikłania w którąś ze standardowych, naturalnych reakcji. Inaczej mówiąc, chodzi o zoptymalizowanie fazy przechodzenia do trzymania sterów własnych reakcji i zachowań.

Brak sterowności wiąże się z brakiem rozumienia sytuacji, a zwłaszcza lichej adekwatności własnej roli w niej. Survivalowiec powinien więc to opanować — zwłaszcza on. Jest to podobne do ćwiczenia panowania nad hamulcem, kiedy jedziemy po zlodowaciałej powierzchni. Kto się tego nie uczył — w ogóle nie wie co robić. Jeśli wie, może jeszcze nie opanował techniki, nawet nie czuje owych różnic w nacisku na pedał hamulca, kiedy hamuje normalnie-spokojnie, a kiedy — nietypowo-superlekko-z-wyczuciem. Za to właśnie trzeba się brać w survivalu, żeby w naszym życiu nie było kolizji.

Nie wolno nam zapomnieć, że najczęściej o stresie mówimy wtedy, gdy pojawia się nagle. Zauważamy gwałtowną przemianę sytuacji i musimy coś zrobić.

Doznajemy, tak bywa, jednak i stresu chronicznego: zaistniał i towarzyszy nam nieustannie. Zdarza się, że stres pierwotny uwalnia kolejne swoje dawki. Kiedy doznaliśmy jakiejś straty, znaczącej (umówmy się, że będzie to deformacja twarzy, by było lepiej zrozumieć), wówczas fakt ten jest zapalnikiem do rozmaitych, przykrych zdarzeń o aspekcie społecznym — zawsze znajdzie się idiota, który będzie chciał nam przywalić mówiąc o naszej twarzy.

Często długotrwałym stresem jest utrata kogoś bliskiego. Każda chwila to uwidacznia. Ciężko nam żyć. Wydaje się nam, że zaprzestanie myślenia o bliskiej osobie jest jak zdrada. Ból duszy jest niezwyczajny, boli nas cały świat…

Stresy długotrwałe mają charakter nie pasujący — wydaje się — do zastosowania w podobny sposób, jak podaję poniżej: schematu wychodzenia ze stresu. Nawet w takiej sytuacji, jak to jest przy stracie kogoś bliskiego, mamy wrażenie, że w tym stanie (zamknięcia) trwać powinniśmy. Należy wziąć pod uwagę, że trwanie w stresie ma bardzo często aspekt społeczny. Dzieje się tak z powodu kogoś, dla kogoś, w tym — dla siebie… W części przypadków stres wynika z tego, że  czujemy się oceniani na podstawie naszych reakcji. Mimo, że oswobodzenie się od tej zależności leży w interesie wszystkich (bo sytuacja w całości zaburza się coraz bardziej), nie wiadomo czemu trwamy w tym stanie (i narzekamy na to). To całkowicie niesurvivalowa postawa. Wystarczy zrozumieć, że nasze emocje mogą stać się energią dobrze wykorzystaną. Jest to energia dana nam przez naturę, byśmy mogli naprawić pustkę po tym, co nam sprawiło ból. Jest jak adrenalina, która pozwala nam długo iść do miejsca, gdzie nam udzielą pomocy, chociaż nasza noga jest właściwie całkowicie niesprawna. Okaże się to wtedy, gdy poziom adrenaliny opadnie. My taki właśnie dar marnujemy. Przez co? Pokazują to punkty A-G po punkcie czwartym…


Prześledźmy, co się dzieje:

  1. Dzieje się!
    Dzieje się to, co mnie wytrąca z równowagi, wyrywa mi kierownicę z rąk, spodziewam się przykrości, porażki — tracę panowanie (na razie wewnętrzne, nikt więcej o tym nie wie)
  2. Moje działanie… zająknęło się, zacięło. Może na moment. Teraz jestem już pewien, że proces prowadzący do porażki ruszył. Mam potwierdzenie…
    1. To chwila, kiedy mało kto z widzów zorientował się, że ja sobie mogę nie poradzić 
    2. Jest zatem okazja, by sobie… poradzić
    3. Zatem — robię coś ważnego: „konieczną przerwę”
      z punktu widzenia widza muszę coś zrobić, bo akurat mam takie parcie (szukam chusteczki i wycieram nos; rozglądam się za czymś do picia, a nawet dopytuję o taką możliwość; pytam, czy ktoś nie ma czegoś na mój nieznośny ból głowy…
      „Konieczna przerwa” jest zarówno dla mnie (zyskuję na czasie) jak i dla ludzi (kamuflaż)
    4. Mało kto wie, że jest to jednoczesne przekierowanie mózgu na inny tryb pracy — można powiedzieć, że daję wówczas mózgowi dodatkowe chłodzenie
  3. Możliwe, że teraz trzymam kierownicę mocnym chwytem i kontroluję proces skrętu w stronę przeze mnie wybraną — jest OK
  4. Możliwe też, że się przejąłem możliwą wpadką (porażką, własnym bólem i cierpieniem — „Czy ktoś widzi, jak ja cierpię!?”) i mam to sobie za złe (możliwe, że nadal jeszcze nikt o tym nie wie, co się dzieje) — ale to nie jest OK
    1. To ten moment, kiedy zastanawiam się nad sobą; to nie są spokojne rozważania, bo to reakcja emocjonalna, która powoduje szybką myśl typu: „Co się ze mną dzieje…!?”
    2. Zajmuję się tym…! Inni już doskonale wiedzą, że ze mną jest coś nie tak…
    3. Co się ze mną dzieje…!?
    4. Zajmuję się tym…! Męczy mnie to, że INNI JUŻ WIEDZĄ TO o mnie
    5. Jestem zapętlony w zajmowaniu się własnymi emocjami; nacisnąłem hamulec za mocno i koła ślizgają się po lodzie, niesie mnie do rowu… zamarłem w oczekiwaniu…!
    6. Wiem już, że zamarłem w oczekiwaniu. Zaraz coś zrobię… Nie podoba mi się ta sytuacja, nie akceptuję własnych emocji, blokuje mnie to, a muszę coś zrobić przecież…
    7. Robienie czegoś to… czekanie na rów… Równie dobrze będzie to szarpanie się z kierownicą, szarpanie się z pasem bezpieczeństwa, szarpanie się z klamką i drzwiami aby wyskoczyć…
  5. Tymczasem mogłem tego nie robić, nie aktywizować punktów B-G. Z prostej przyczyny: kiedy tylko stwierdziłem zaistnienie punktu A, czyli myśli „Co się ze mną dzieje…!?”, natychmiast przypomniałem sobie, że to pułapka. Nastąpiła identyfikacja etapu, w którym jestem.
    I zrobiłem zupełnie coś innego: PRZESTAŁEM ZAJMOWAĆ SIĘ SOBĄ
  6. Zająłem się sytuacją. Lekkie pulsowanie stopą na hamulcu pozwoliło opanować poślizg.
    Cześć!
    Jak się macie!?

Kluczowym momentem jest rozpoznanie, zorientowanie się, że grozi nam stresowe zaplątanie. To moment ważnej decyzji, bo jeszcze możemy ją podjąć. Przestawienie mózgu w inny tryb pracy, danie sobie czasu

Technika, jaką zastosujemy jest obojętna. Mogą to być świadome oddechy, policzenie w myślach do dziesięciu, wytarcie chusteczką okularów (jak ktoś ma), podejście do okna i otworzenie go, upuszczenie przedmiotu i pochylenie się po niego, rozkasłanie się…