Moje boje… 3)

Kiedyś szykowałem ważne wydarzenie…
Miało to być zwieńczenie moich doświadczeń w pracy resocjalizacyjnej. W dwudziestym drugim roku mojej pracy w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym nr 2 w Łodzi, w 100 rocznicę upadku Meteorytu Tunguskiego, miałem się tam znaleźć wraz z moimi podopiecznymi.
To miał być rok 2008 — zobacz reportaż TV PULS

Ponad rok szykowaliśmy się do tego przedsięwzięcia (pomijam tu sprawy organizacyjne). Razem z wychowankami ćwiczyliśmy naszą sprawność do przebywania w trudnych warunkach, na bezludziu. Uczyliśmy się survivalu. Wyprawa nie doszła do skutku…

(czytaj dalej pod zdjęciami)

MOW nr 2 w Łodzi został rozwiązany na podstawie spreparowanych zarzutów o przemoc w placówce. Młodzież kilka miesięcy przed końcem roku szkolnego została rozwieziona po całej Polsce, choć rzeczywistość pokazała, że spokojnie mogli zakończyć edukację tam, gdzie ją zaczęli. Dwóch doskonałych wychowawców zapłaciło zawałem serca. Wychowawcy z determinacją broniący honoru placówki dostali „zsyłkowe” propozycje pracy. Aczkolwiek… niektórym miało się dobrze. Ciekawe dlaczego…

Budynki przekazano nowej placówce pod nowym szyldem. Z nową kadrą *). Z nową panią dyrektor **)…

*) Nowa kadra w części pochodziła z "zrzutu", jaki moja placówka otrzymała w prezencie rok przed rozwiązaniem – ta nowa kadra zupełnie nie radziła sobie z wychowankami, generowała konflikty i agresję
**) Pani dyrektor – "dostarczona" przed rozwiązaniem placówki – dostała synekurę... (ciekawostka z ostatniego roku, czyli 2014: znawcy sprawy kręcą głową, że to mocno nieudana inwestycja...)